Aktualności

IMG_20180715_153321_cr.jpg

W miesiącu lipcu bieżącego roku, podkarpaccy harcerze popłynęli odkryto-pokładowym jachtem Omega Sanem i Wisłą do Gdańska na Zlot ZHP w 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę oraz 100-lecia powstania Związku Harcerstwa Polskiego. Dla przedsięwzięcia, któremu patronowała Komenda Chorągwi Podkarpackiej ZHP Stowarzyszenie Kulturalno-Turystyczne "ZEK-Radymno" nieodpłatnie użyczyło Omegę wraz z silnikiem. Co więcej, wzięliśmy czynny udział w żegludze :)

 

Nasza załoga, w składzie: Grzegorz Zarański, Justyna Półchłopek, Julia Zarańska i Daria Froń prowadziła jacht w dniach 9 - 16 lipca, w trakcie II etapu rejsu Jarosław - Gdańsk z Sandomierza do Warszawy. Poniżej zamieszczamy relację z tego rejsu:

Przygodę rozpoczęliśmy w godzinach wieczornych przy ujściu Sanu do Wisły przejmując łódz od załogi poprzedniego etapu z kapitanem Mirosławem Froniem na czele, skąd przy użyciu właśnie zamontowanego silnika ruszyliśmy 9 km. w górę rzeki do portu Sandomierz. Cel osiągnęliśmy po zmroku. Piękna, nowoczesna marina w sercu starego Sandomierza i pierwszy nocleg. Nazajutrz wypłynęliśmy około godz. 11: 00 czekając na koniec deszczu. I wreszcie na wodzie, wspaniała pogoda. Tego dnia uczyliśmy się obsługi silnika i łodzi podziwiając Wisłę zafascynowani jej dzikością. Płynęliśmy sprawnie. Niestety wąski nurt i obecne wszędzie mielizny nie zachęcały do rozwinięcia żagli. O halsowaniu nie było wręcz mowy, jednak dużą część dnia wspomagaliśmy się fokiem. Wisła okazała się znacznie płytsza niż myśleliśmy. Istotnym problemem były bardzo rzadkie oznaczenia brzegowe. Tyki po obu stronach słabo widoczne, przysłonięte gałęziami drzew lub schowane w zaroślach. Co chwile wpadaliśmy na mieliznę? Atlas Wisły, którym dysponowaliśmy (wydany w 2016) z oznaczeniami nurtu okazał się nieaktualny. Dno zmienia się każdej wiosny. Spychanie łodzi z mielizn było naszą zmorą tego i jak się okazało każdego dnia. Pokonując ok. czterdziestu kilometrów dotarliśmy do okolic Józefowa nad Wisłą, gdzie przycumowaliśmy na uroczej „bezludnej” wyspie. Pierwszy biwak. Wisłę odkrywamy na tyle czystą, że bez skrupułów zażywaliśmy kąpieli. Drugiego dnia nabierając, co raz więcej wprawy w szukaniu głównego nurtu i omijaniu płycizn dotarliśmy aż do Kazimierza nad Wisłą pokonując ponad 50 km. W Kazimierzu zacumowaliśmy w nowoczesnej marinie oddanej ledwie dwa lata temu. Pełna akomodacja, pole biwakowe, toalety, lokalizacja - bardzo blisko rynku. Niespodzianką był odbywający się właśnie festiwal muzyki rockowej „Kazimiernikejszyn”, który skupił na rynku kolorowy tłum młodzieży i turystów z całego kraju. Zauroczeni Kazimierzem spędziliśmy tam dwa dni. Zwiedziliśmy miasteczko i okalające go wzgórza z ruinami zamku i punktami widokowymi. W Kazimierzu odwiedziliśmy także Muzeum Wiślańskie. Kolejnego dnia popłynęliśmy do Puław. Odległość około 40 km pokonaliśmy sprawnie, choć w deszczu, który od tej pory już nas nie opuścił. Puławy przywitały nas również nowoczesną mariną wybudowaną kilka lat temu ze środków unijnych ze zwodzonym mostem u wejścia. Nowoczesne keje z mediami (woda prąd przy słupkach) niestety nie przyciągają tam żeglarskich turystów. Byliśmy pierwszymi żeglarzami w tym roku!!! Jak się okazuje, więc pomimo obecnych już zalążków infrastruktury portowej turystyka na Wiśle w środkowym jej biegu wciąż nie istnieje. Jedyny ruch na wodzie to małe motorówki cumujące stale w porcie i łodzie WOPR. Kolejnego dnia żeglarskiej włóczęgi w deszczu i przy dużym wietrze dotarliśmy w okolice Garwolina gdzie podczas intensywnej burzy z bardzo silnymi porywami wiatru z trudem udało nam się rozbić namioty na jednej z rozległych piaszczystych wysp. Niestety pogoda nie pozwoliła nam w pełni korzystać podziwiając otaczającą nas przyrodę dzikiej Wisły. Mimo to cieszył na widok bobrów, spotykanych czarnych bocianów i siwych czapli czy orła. Ostatniego dnia etapu w strugach deszczu przemarznięci i przemoczeni staraliśmy się osiągnąć Warszawę. Cel zdobyliśmy dopiero po godz. 19:00 wpływając do Portu Czerniakowskiego po pokonaniu ponad 70 km.

Pomimo trudów i niesprzyjającej aury przeżyliśmy wspaniałą przygodę!. Wisła, choć niewątpliwie trudna dla żeglugi stanowi, jako jedna z ostatnich dzikich dużych rzek Europy endemiczną wręcz atrakcję!. Jest odludna i cicha. Trudno uwierzyć - to nietknięty ręką człowieka rezerwat w środku europejskiej cywilizacji! Choć to nie jest luksusowa żegluga jak na Mazurach a o jachtach kabinowych można tylko pomarzyć (za płytko) śpieszmy się, bo może nie zaczekać!

 

Aby obejrzeć zdjęcia z II etapu rejsu zapraszamy do galerii na naszej stronie.